Żagań-Paryż, jak to blisko…

Tagi

, , , ,

Mapa myśli, skojarzeń i tropów prowadzących do i od Żagania jest nadspodziewanie gęsta. A najbardziej zdumiewający, brawurowy trop prowadzi od żagańskiego pałacu

sagan6

do Hôtel de Monaco w 7 dzielnicy Paryża, opodal Esplanade des Invalides. I dalej, na karty proustowskiego W poszukiwaniu straconego czasu, i jeszcze dalej – do pewnej francuskiej pisarki, autorki przykurzonych już bestsellerów, którymi świat emocjonował się ponad pół wieku temu.

Czytaj dalej

Reklamy

Sztuka buta : Manolo Blahnik

Tagi

,

Jeszcze przez dwa tygodnie w praskim Muzeum Kampa będzie czynna wystawa zjawiskowych butów Manola Blahnika. Dwieście kilkadziesiąt par bajecznych kreacji. Buty godne tego, by być prezentowane w muzeum sztuki współczesnej.

P1070646

Manuel Blahnik Rodríguez (ur. 1942), po matce – właścicielce plantacji bananów – Hiszpan, po ojcu farmaceucie Czech. Rodzice widzieli go raczej prawnikiem, dyplomatą albo politykiem, on od dziecka rysował. I – jak sam opowiada – od dziecka miał słabość do stóp, zwłaszcza do marmurowych stóp antycznych posągów… Od trzydziestu paru lat ubiera stopy kobiet w niebotyczne szpilki (podobno wygodne?). Szpilki znane z „Vogue’a”, ze zdjęć celebrytek na czerwonych dywanach obu półkul,  nosiła je Nicole Kidman w filmie „Moulin Rouge”,  Sarah Jessica Parker w „Seksie w wielkim mieście” i cała żeńska część dworu Marii Antoniny, z królową na czele, w filmie Sofii Coppoli.

Czytaj dalej

Requiem dla Chopina

Tagi

, , ,

Jak co roku, rocznicę śmierci Fryderyka Chopina uczczono wykonaniem Requiem Mozarta. Zgodnie z wolą zmarłego: sam Chopin wybrał, co ma być wykonane podczas mszy żałobnej i prosił przyjaciół, by spełnili jego życzenie. I tu zaczęły się schody, których nie przewidział.

Chopin zmarł 17 października. Msza żałobna i pogrzeb nastąpiły blisko dwa tygodnie później. Z powodu … mizoginii i przedziwnie rozumianego szacunku dla tradycji. W kościele La Madeleine (a może we wszystkich parafialnych kościołach Paryża?) nie do pomyślenia było, by w świątyni, w chórze, zaśpiewały kobiety. A Requiem bez kobiet zaśpiewać się nie da… Przez dni dziesięć trwały nerwowe zabiegi przyjaciół Chopina, w tym najbardziej zacnych i majętnych, by uzyskać stosowną dyspensę. Władze kościelne obstawały przy swoim. Padła propozycja … obsadzenia w partiach mezzosopranu i sopranu … kastratów. Byle nie kobiety. Paulina Viardot, słynna śpiewaczka, przyjaciółka Chopina, osoba temperamentna i obdarzona ciętym językiem, tak miała skomentować aferę:

Dla Kościoła mężczyzna, nawet bez jaj, zawsze jest lepszy od kobiety

Ostatecznie, sprawa oparła się o arcybiskupa Paryża. I ten w końcu wyraził zgodę, podobno był wielbicielem kunsztu Chopina i dla niego poczynił ustępstwo. 30 października 1849 roku, w kościele St. Madeleine odprawiono nabożeństwo żałobne, podczas którego muzycy Société des Concerts  wykonali Requiem Mozarta. Niemniej solistki, wielkie śpiewaczki owych czasów, mezzosopranistka Paulina Viardot i sopran Jeanne Castellane, śpiewały – gwoli przystojności – schowane za czarną pluszową kotarą. By nie razić niegodnym widokiem swoich owieczek i ich pasterzy?

To nie zamierzchłe średniowiecze, to się zdarzyło ledwie sto sześćdziesiąt pięć lat temu…

Niderlandiana 23 : Wielkie ryby i ludzie

Tagi

,

Na plaże w Scheveningen, Katwijk, Zandvoort morze wyrzucało niekiedy wieloryby, o których jeszcze nie wiedziano, że nie są wielkimi rybami, ale ssakami, jak my. Żeglarze widywali czasem olbrzymy “z daleka jak skały obszerne; znowu, kiedy rozłoży swe płetwy niezmierne, jak wyspa pływająca”. Ale dla przeciętnego, osiadłego na lądzie mieszczucha, gratka nie lada. Wycieczki ciekawych i ciekawskich zjeżdżały zobaczyć Stwora, dotknąć nieszkodliwą już Bestię, zajrzeć w paszczę, stuknąć laską, wspiąć się na sztywne cielsko.

w1

Taki spektakl zarejestrował koło Katwijk Hendrick Goltzius: małe ludki w pludrach i kapeluszach krążą wokół walenia niczym Cheruskowie wokół Guliwera. Fascynacja  podszyta lękiem: czy martwe olbrzymy nie są Bożym dopustem, znakiem zagniewania na grzeszny, niedoskonały świat? Czy nie są biblijnym Lewiatanem? Wiadomo, wieloryb – zwierzę nie tylko ogromne, ale i podstępne, niemal jak sam szatan: unosząc się na powierzchni fal mami żeglarzy i rozbitków, niejeden daje się zwieść, że trafiwszy na wyspę znalazł ocalenie albo choćby wytchnienie. Wówczas wieloryb daje z nagła nura w głębinę i zabiera w otchłań nieszczęsnych ludzi, owych naiwnych i nieodpornych na diabelskie podstępy. Średniowieczne bestiaria przestrzegają: człowiek małej wiary, grzesznik, może wpaść do paszczy wieloryba i niczym mała rybka zostać połkniętym. Sprawiedliwy jest rybą dużą, nie musi drżeć przed morskim olbrzymem, cnota go broni, a szatan nie ma nad nim mocy.

Czytaj dalej

Niderlandiana 22 : Blaski, cienie i szarości

Tagi

Złote wieki zwykle nie są takie złote, jak chce legenda. Siedemnastowieczna Holandia była niewątpliwie krajem niezwykłym, ale i obrosła mitami, złudzeniami nad miarę. Europejska Arkadia. Niewątpliwie, kraj cudu gospodarczego zbudowany wysiłkiem tysięcy dzielnych, sprytnych ludzi, przedsiębiorców, kupców, bankierów, drobnych rzemieślników, marynarzy, rolników. Potrafili wykorzystać koniunkturę. Podziwiał ich Daniel Defoe:

podróżnicy całego świata, pośrednicy w handlu, faktorzy i maklerzy Europy. Kupują, by sprzedawać, sprowadzają, by eksportować, a większa część ich handlu służy temu, by być zaopatrywanym ze wszystkich stron świata, a następnie – by samemu świat cały zaopatrywać

Prowadzą niezliczone browary, rafinerie wódek, cukru, przetwórnie soli,  mydlarnie, wytwórnie farb, tytoniu, olejarnie i szlifiernie diamentów. Na zadbanych, zmeliorowanych polderach uprawiają i hodują, produkują słynne masło, sery, warzywa. Łowienie ryb mają we krwi, opanowują europejski rynek, w siedemnastym wieku tylko jeden śledź na dziesięć złowionych nie przeszedł przez holenderskie ręce. Mistrzowie budowy statków, inżynierii wojskowej i cywilnej. Przemysł tkacki zarzuca Europę suknem z Lejdy, płótnem z Haarlemu, jedwabiem z Amsterdamu i aksamitem z Utrechtu. Monopol na pieprz, goździki i gałkę muszkatołową z Cejlonu i Moluków, chińska porcelana i japońskie gadżety, w zawrotnym tempie budują fortuny udziałowców Kompanii Wschodnioindyjskiej.

bl6

Willem Kalf, Martwa natura z nautilusem i chińską czarką, 1662, Madryt, Museo Thyssen-Bornemisza

Czytaj dalej

Fanciulle z Ospedale della Pietà

Tagi

, , ,

Hasło: Ospedale della Pietà, odzew: Antonio Vivaldi. Słusznie, kapelmistrzował tam ponad trzydzieści lat.  A o dziewczętach, które też pracowały na sławę tego miejsca mało się pamięta. No cóż, nie pisały wspomnień, nie wyjeżdżały z Wenecji, w większości zostały anonimowe. Przetrwały w listach i wspomnieniach z podróży melomanów i snobów.

pieta4

Malarz nieznany, Portret Antonia Vivaldiego, 1723, Museo Internazionale e Biblioteca della Musica di Bologna

Barokowe Włochy wypracowały jedną z najciekawszych inicjatyw edukacyjnej nowożytnej Europy. Dzieci – sieroty nie tylko naturalne, ale i społeczne, pochodzące ze środowisk zmarginalizowanych, czy to z powodu niskiego urodzenia, czy to życiowych niepowodzeń – przygarniano do utrzymywanych przez dobroczynne instytucje przytułków. To nic szczególnego, tak dzieje się w całej Europie. Ale włoskie sierotki oprócz tradycyjnej edukacji, oprócz lekcji czytania, katechizmu, łaciny otrzymywały także gruntowne wykształcenie muzyczne. W Neapolu cztery hospicja przekształcono w konserwatoria, z których w XVIII wieku wychodzili najsłynniejsi kastraci, z Farinellim i Caffarellim na czele. Neapolitańskie przytułki – z jednym wyjątkiem – przyjmowały i kształciły wyłącznie chłopców; Wenecja zasłynie z muzykujących panien, wychowanek czterech tutejszych przytułków: Mendicanti, Incurabili, Derelitti (zwanego potocznie  Ospedaletto) i Santa Maria della Pietà.

pieta

Il Pio Ospedale della Pietà sulla Riva Degli Schiavoni, 1686, Wenecja.

Czytaj dalej

Niderlandiana 21 : Z Lejdy w Nowy Świat

Tagi

,

Nad brzegiem niepozornego kanału niewielka rzeźba, postać kroczącego mężczyzny. Łatwo ją ominąć i zignorować. Nie wydaje się bardziej interesująca niż wrocławskie krasnale albo zielonogórskie bachusiki rozsiane bez umiaru po ulicach, budynkach i zakamarkach. Ale towarzyszy jej tablica z listą nazwisk,  spodziewamy się, jak w wielu innych holenderskich miastach, upamiętnienia Żydów wywiezionych bez powrotu w kierunku Auschwitz, Birkenau, Sobiboru. Ta lista jest inna –  dopiero po chwili, gdy czytamy uważniej, zdajemy sobie sprawę, że stąd właśnie, z  nabrzeża Vliet, w 1620 roku odpłynęła słynna grupa purytanów pod przewodnictwem Williama Brewstera i Johna Carvera, by zaokrętować się w Delfshaven na statek Speedwell, a niebawem przesiąść na wyekwipowany przez Kompanię Londyńską i obsadzony przez ochotników z Anglii, słynny Mayflower.

leiden1

Autor rzeźby: Gert van der Woude, 1945

“Pilgrims and stangers on the earth”. To stąd wyruszyli Pielgrzymi, Ojcowie założyciele, legenda Ameryki. Pielgrzymi – purytanie, religijni nonkonformiści, kalwińscy zeloci, tępieni przez anglikańskich braci jako radykałowie opętani pragnieniem oczyszczenia Kościoła, dysydenci we własnym kraju. Żyli Słowem Bożym i żarliwą modlitwą, praktykowali chrześcijańskie cnoty, skromni, pracowici, obyczajni, rodzinni. Wyznawcy Boga groźnego, surowego Prawodawcy i sprawiedliwego Sędziego. Ich postawa nakazuje szacunek. Ale radykalizm, nawoływanie do bezwzględnej czystości moralnej i bezgraniczne podporządkowanie zapisom Pisma – budzi lęk. Na portrecie, co prawda imaginacyjnym, Brewster jest siwym starcem o lodowatym spojrzeniu: człowiek, który wie, że wie lepiej, widzi dalej, nie wątpi, nie znosi sprzeciwu:

Czytaj dalej

Plersch w Grodzisku

Tagi

, , , ,

Grodzisk Mazowiecki nie obfituje w zabytki. Jest świetny dworzec kolejowy i starszy od niego, przypominający kształtem parową lokomotywę dom zajezdny zwany Foksalem, trochę ładnych, mniej lub więcej stylowych (czasem: wielostylowych) willi. Jest cmentarz żydowski, niewielka część dawnej wielkiej nekropolii, tylko tyle po grodziskich Żydach zostało. I jest zgrabny dwór Mokronowskich, położony niegdyś w majątku Jordanowice.

P1060978.JPG

Śnieżnobiały, odnowiony, dziś siedziba szkoły muzycznej. Szczęśliwie zadbano o to, by zachować drewnianą stolarkę okienną i drzwiową, dwór uniknął koszmarnej, plastikowej tandety, która szpeci tysiące polskich zabytków, nie uchronił się przed tą zarazą odnowiony niedawno grodziski dworzec kolejowy. Ogrodowe niegdyś drzwi prowadzą do niewielkiego gabinetu (nie jest to sień ani westybul, jak skłonni bylibyśmy sądzić patrząc na elewację dworu, dawne główne wejście do budynku znajduje się zgoła gdzie indziej). Gabinetu, czyli pomieszczenia niegdyś niekoniecznie przeznaczonego do pracy, ale służącego również intymnemu wypoczynkowi i kameralnej rozrywce. I to niewielkie pomieszczenie od posadzki po sufit pokrył w latach 80. XVIII wieku czarującymi malowidłami Jan Bogumił Plersch, malarz Stanisława Augusta Poniatowskiego, dekorator Łazienek i Zamku Królewskiego.

Czytaj dalej

Niderlandiana 20 : Nisko, płasko

Tagi

,

Wieczorem zajeżdżamy na kemping w małej miejscowości gdzieś w tyrolskiej dolinie. Ötz – czy kraina Oz? Nawet zielonych okularów nie trzeba, by wszystko wokół było zielone. Łąka i  las. Góry są tuż, tuż, naokoło, nad nami, wszędzie, chociaż bardziej wyczuwalne niż widoczne z naszej przyziemnej, żabio-ludzkiej perspektywy. Dobre miejsce, jest dość wysoko, by pójść w górę, dojść i wrócić. Sporo ludzi, choć to jeszcze nie sezon. Dopiero rano zauważamy, że samochód naszego sąsiada ma holenderskie tablice, i jego sąsiada też, i sąsiada tamtego, i kolejnego… Że w recepcji leżą holenderskie gazety i reklamuje się piekarnia, która wypieka holenderskie (co by to nie miało znaczyć?) pieczywo. Że wszelkie informacje są zapisane nie tylko po niemiecku i w globish-english, ale i w tym znajomo germańskim i egzotycznym zarazem języku obfitującym w dyftongi. To miejsce Holendrów, widać że oswojone od lat. Odpoczywają od nieogarnionej płaskości swojego świata?

Czytaj dalej

Telemann w Żarach

Tagi

, , ,

Rocznicowo – 250 lat od śmierci – obrodziła nam muzyka Georga Philippa Telemanna, trochę niedocenianego, trochę zapomnianego, odwiecznie jakby ukrytego w cieniu Bacha i Händla. Koncerty, płyty, audycje radiowe – świetnie. Przy okazji wspomina się jego kontakty z Polską (może raczej należałoby powiedzieć: ze Śląskiem, Łużycami  i Małopolską?), Suitę polską, Koncerty polskie, partity alla polacca, inspiracje środkowoeuropejską muzyką taneczną. Ważnym „telemannowskim” miejscem są dolnołużyckie Żary, miasteczko stare, ciekawe, urokliwe i warte odwiedzenia. Choć dziś akurat telemannowskich klimatów w nim najmniej…

żary5

Georg Lichtensteger, Georg Philipp Telemann, miedzioryt, ok. 1745 (niestety, nie znamy wizerunku młodego Telemanna, z czasów gdy bywał w Żarach)

W 1705 roku w ówczesnym Sorau 23-latek objął stanowisko kapelmistrza na dworze hrabiego Erdmanna II von Promnitz. To świetny dwór, znany w całej Saksonii i nie tylko. Promnitz słynął jako meloman, od czasu powrotu z podróży do Francji wielbiciel muzyki francuskiej, utrzymywał kapelę, którą przez lata prowadził Wolfgang Caspar Prinz, sprowadzał włoskie i francuskie zespoły operowe i baletowe. W młodym Telemannie zobaczył entuzjastę, może naśladowcę albo kontynuatora szkoły wersalskiej. Nie bez racji. Sam kompozytor napisał w autobiografii

Studiowałem dzieła Lully’ego, Campry i innych mistrzów. Zagłębiłem się w tym stylu tak bardzo, że w ciągu dwóch lat napisałem blisko dwieście orkiestrowych uwertur

Czytaj dalej