Tagi

, , , ,

Grodzisk Mazowiecki nie obfituje w zabytki. Jest świetny dworzec kolejowy i starszy od niego, przypominający kształtem parową lokomotywę dom zajezdny zwany Foksalem, trochę ładnych, mniej lub więcej stylowych (czasem: wielostylowych) willi. Jest cmentarz żydowski, niewielka część dawnej wielkiej nekropolii, tylko tyle po grodziskich Żydach zostało. I jest zgrabny dwór Mokronowskich, położony niegdyś w majątku Jordanowice.

P1060978.JPG

Śnieżnobiały, odnowiony, dziś siedziba szkoły muzycznej. Szczęśliwie zadbano o to, by zachować drewnianą stolarkę okienną i drzwiową, dwór uniknął koszmarnej, plastikowej tandety, która szpeci tysiące polskich zabytków, nie uchronił się przed tą zarazą odnowiony niedawno grodziski dworzec kolejowy. Ogrodowe niegdyś drzwi prowadzą do niewielkiego gabinetu (nie jest to sień ani westybul, jak skłonni bylibyśmy sądzić patrząc na elewację dworu, dawne główne wejście do budynku znajduje się zgoła gdzie indziej). Gabinetu, czyli pomieszczenia niegdyś niekoniecznie przeznaczonego do pracy, ale służącego również intymnemu wypoczynkowi i kameralnej rozrywce. I to niewielkie pomieszczenie od posadzki po sufit pokrył w latach 80. XVIII wieku czarującymi malowidłami Jan Bogumił Plersch, malarz Stanisława Augusta Poniatowskiego, dekorator Łazienek i Zamku Królewskiego.

P1060976.JPG

Skąd królewski dekorator w prowincjonalnym Grodzisku? Dwór w majątku jordanowickim, wchłoniętym potem przez sąsiednie miasteczko, przebudował w skromnym duchu klasycznym, zapewne w końcu lat 70. XVIII wieku, ówczesny właściciel, wojewoda mazowiecki Andrzej Mokronowski (szkoda, że nie zrealizowano świetnego projektu Charlesa Pierre’a Coustou z 1761, inspirowanego stylem Jacquesa-Ange Gabriela..). Mokronowski pozostawał w wieloletnim, czułym a nieformalnym (a jeśli formalnym, to było to skrzętnie ukryte) związku z Izabelą z Poniatowskich Branicką, siostrą króla. Być może to z jej inicjatywy gabinecik jordanowicki, w którym zapewne nieraz siadywała z „très cher Jędrusiem” przyozdobił najlepszy dekorator Stanisława Augusta.

P1060973.JPG

Jerzy Bogumił Plersch, artysta de domo: ojciec, Johann Georg – rzeźbiarz Augusta III, matka – córka architekta Jakuba Fontany (o jej ewentualnych talentach historia niestety milczy), wuj Fontana, także Jakub, także architekt, to świetny budowniczy m.in. warszawskiego kościoła św. Krzyża. Jerzy Bogumił kształcił się w Augsburgu i w Wiedniu, a po powrocie do Warszawy u Szymona Czechowicza, specjalizując się w ściennym malarstwie dekoracyjnym. Od początku panowania Stanisława Augusta projektant i wykonawca niezliczonych fresków i polichromii we wnętrzach Zamku Królewskiego (słynne arabeski i groteski na złocistym tle ścian gabinetu Konferencyjnego), łazienkowskich pałacyków i teatru, współpracownik Marcelego Bacciarellego, chociaż nie członek królewskiej malarni.

Nie był wielkim malarzem, choć wszechstronnym i nie tak nijakim, jak niektórzy utrzymują, vide choćby interesujący autoportret, który namalował pod koniec życia albo ciekawe rysunki z insurekcji kościuszkowskiego. Ale ceniony jest przede wszystkim jako świetny dekorator wnętrz. Źródłem inspiracji i zasobnikiem gotowych rozwiązań były mu liczne francuskie i włoskie albumy i wzorniki,  z nich czerpał motywy, postaci, kompozycje. Co w niczym  nie umniejsza przyjemności oglądania tych wdzięcznych, rozkosznie świetlistych, radosnych wnętrz.

Jordanowicki gabinet, na planie nieregularnego ośmioboku, jest bogato dekorowany malowidłami, ale nie przeładowany. Rysunek delikatny, pełna symetria kompozycji, szlachetne białe tło. Żadnej pompy, jest kameralnie i przytulnie, jak na gabinecik kulturalnych ludzi w wiejskim ustroniu przystało.

P1060969.JPG

Ikonografia bogata, zawiła i niejasna. Niejasna dla nas, którzyśmy jej jeszcze nie rozszyfrowali… Arabeski i groteski, maski i medaliony, putta, rzymskie bóstwa i mityczne zwierzęta, wśród roślinnej wici hippokampy i jednorożce. Program ikonograficzny zapewne obraca się wokół czterech żywiołów, sił natury i ich wpływu na ludzkie życie. Jest strefa wody, ognia, powietrza i ziemi – to daje się zauważyć. Ale dalej zaczynają się ikonograficzne schody

P1060967.JPG

W „strefie powietrza” siwy starzec w koronie – Zeus czy Boreasz, wiatr północny? Sądząc po spojrzeniu zimnym i pogardliwie wydętych ustach obstawiałabym lodowatego Boreasza.

P1060972.JPG

Po „stronie ognia” – orzeł, atrybut Zeusa gromowładnego czy Feniks, symbol słońca i ten, który  z popiołów „odradza się jeszcze wspanialszy”?  Wedle Izydora z Sewilli cudowny ptak o wyglądzie złociście upierzonego orła budował stos z gałęzi i wonnych korzeni, który zapalały pierwsze promienie wschodzącego słońca. Ginął w płomieniach i z martwych powstawał. Ważny symbol chrześcijański i masoński.

P1060964

Ożywione i zwinne, nieco frywolne sfinksy, pół-kobiety, pół-lwice, niby typowe dla epoki, mało charakterystyczne, a jednak twarze maja zindywidualizowane. Czy to zakodowane portrety?

P1060965.JPG

Wydaje się, że warto by pójść tropem masońskim. Andrzej Mokronowski był jednym z pierwszych polskich wolnomularzy, założycielem (w 1744) loży Trzech Braci na wschodzie Warszawy, a czterdzieści lat później został Wielkim Mistrzem Wielkiego Wschodu Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nie mogło chyba zabraknąć w jego dworze wolnomularskich treści.  Symbolika masońska to nie tylko cyrkiel, węgielnica i trzy kolumny, symbol to język masona. Ale język trudny dla niewtajemniczonego. Może jakiś znawca jordanowicką polichromię pod tym kątem przebada? A tymczasem pozostaje cieszyć oko jej urodą.

W warszawskich Łazienkach do końca listopada można pospacerować szlakiem autentycznych i rekonstruowanych malowideł Plerscha (wystawa: W żywiole sztuki. Jan Bogumił Plersch – nadworny malarz króla Stanisława Augusta), oglądając plafony i dekoracje ścienne w Pałacu na Wyspie, Teatrze Królewskim w Starej Oranżerii (tu także projekt kurtyny), Białym Domku i Pałacu Myślewickim. Wizyta w Grodzisku może być przyjemnym dopełnieniem tej wystawy.

=============================================================================

Polichromie dworu w Jordanowicach konserwowała i częściowo rekonstruowała w latach 1999-2002 Anna Dorota Potocka, prace zreferowała m.in. w publikacji Jan Bogumił Plersch, polichromie w Grodzisku Mazowieckim, (Grodzisk Mazowiecki 2004)

 

 

 

Reklamy